„Shirley Valentine” - monodram Izabeli Noszczyk

marcinl, 27 kwiecień, 2018 - 10:39
Martyna Sergiel

„Shirley Valentine” to spektakl, który uruchamia wyobraźnię oraz zmusza do refleksji. Tytułowa Shirley jest stereotypową „kurą domową”. Jej marzenia zostały zdominowane przez pranie, gotowanie i sprzątanie, a o planach na życie decyduje mąż.

 

W czasach młodości bohaterka miała dużo odwagi. Skacząc z dachu swojego domu, wyobrażała sobie, że nie ma dla niej granic. Teraz jednak jej życie stało się monotonne i nie ma w nim tego, co kiedyś - energii i zaskoczenia.

 

Izabela Noszczyk świetnie odgrywa powierzoną jej kreację, wciągając widza w swój mały świat - świat rutyny. Opowieść można by nazwać monologiem, gdyby nie gorzkie, pełne frustracji słowa, które dosłownie i w przenośni odbijają się jak echo od ściany.

 

Myślę, że jest to celowa metafora, ponieważ tak naprawdę tę ścianę stanowi człowiek obserwujący spektakl, a przemyślenia mają nie tyle trafiać w próżnię, co przemawiać do jego poukładanej codzienności, prowokować i angażować w narrację artystki.

 

Izabela Noszczyk posiada magnetyczną wręcz moc przyciągania publiczności i dużą siłę przekonywania. Ale czy nie o to właśnie chodzi w sztuce?

 

Żeby wyrywała nas ze strefy komfortu, gdzie jest nam wygodnie i poruszała te obszary myśli, które chociaż w pierwszej chwili mogą nas nieco przerażać są zaczątkiem czegoś nowego.

 

Jedynie tak można dojść do marzeń - poprzez porzucenie bezpieczeństwa na rzecz zmiany, która najczęściej pozostawia w odpowiedzi emocje. Emocje, których brak tam gdzie jest wygodnie i przewidywalnie. Pozostaje tylko zapytać samego siebie: czy starczy odwagi, by skoczyć?

 

fot: Dariusz Witczak

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz