Wojciech Sumliński, Teresa Trawa Robot.

marcinl, 4 październik, 2016 - 09:01
Grzegorz Klonowski

Może wydawać się, że największym wrogiem komunistów była opozycja demokratyczna. Oczywiście jest to prawda…, choć wydarzenia i działania opisane w tej książce mogą na pierwszy rzut oka przeczyć tej tezie.

 

Jednym z podstawowych zadań komunistycznego aparatu przemocy była permanentna inwigilacja społeczeństwa. Realizowano ją, miedzy innymi, poprzez wykorzystanie całego szeregu zdobyczy techniki. Używano podsłuchów telefonicznych i pokojowych, przeglądano korespondencję pocztową. Wykorzystywano w końcu wywiadowców do śledzenia osób znajdujących się w zainteresowaniu służb, czyli figurantów.

 

Teresa, Trawa, Robot - to trzy kryptonimy operacji, której celem był krąg tych samych osób. Dziwnym zbiegiem okoliczności największa operacja służb specjalnych PRL kierowana była przeciwko rodzinom funkcjonariuszy SB skazanych za zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki w procesie toruńskim.

 

Z całego przebiegu operacji, które były prowadzone w latach 1985-1990 pozostała tylko niewielka cześć materiałów, jak podaje autor ocalało 1600 godzin nagrań i kilkanaście tysięcy stron stenogramów rozmów oraz wiele innych dokumentów. Pozwala to sobie uświadomić skalę tych operacji.

 

Wojciech Sumliński poprzez przytaczanie kolejnych fragmentów stenogramów z podsłuchów stara się pokazać cyniczną grę, jaką kierownictwo Ministerstwa Spraw Wewnętrznych prowadziło ze skazanymi oficerami: Adamem Pietruszka, Grzegorzem Piotrowskim, Waldemarem Chmielewskim i Leszkiem Pękalą oraz ich rodzinami.

 

Z jednej strony władze obiecywały szybkie wypuszczenie skazanych oficerów SB i odpowiednie wynagrodzenie im poniesionej „ofiary”, jednocześnie kierownictwo MSW wiedziało, że tylko poprzez pozostawienie ich w więzieniu zwiększała się szansa utrzymania prawdziwego przebiegu zdarzeń w tajemnicy. Lojalność skazanych można było wymuszać szantażem i obietnicami złagodzenia wyroku. Nie po myśli przywódców PRL było też spore zainteresowanie tą zbrodnią społeczeństwa, co uniemożliwiało szybkie wypuszczenie skazanych. Stąd też prezentowane stenogramy w warstwie psychologicznej są zapisem ciągle rozbudzanych i zawodzonych nadziei, jakimi karmiono rodziny.

 

Na czołową postać książki wyrasta żona płk Adama Pietruszki; Róża. Sposób jej zachowania wskazywał, że znała ona prawdę dotyczącą przebiegu tamtej zbrodni, stąd w jej wypowiedziach znalazły się licznie dowody na inny przebieg zbrodni.

 

Ze stenogramów wynika jasno, że nawet rodziny wiedziały, że oskarżeni w procesie toruńskim mieli wyraźny zakaz bronienia się. Nie mogli oni, nie tylko powiedzieć całej prawdy, ale także podważać opisanych w aktach okoliczności. Zbyt gorliwe podejście do obrony naraziłoby na upadek oficjalną wersje przebiegu zdarzeń.

 

Ważnym fragmentem są relacje Róży Pietruszki ze spotkań z kierownictwem MSW Czesławem Kiszczakiem, Zbigniewem Pudyszem, Konradem Straszewskim. Istotnym celem, jaki udało się mu osiągnąć było zablokowanie możliwości złożenia rewizji nadzwyczajnej. W MSW obawiano się także, aby faktyczny przebieg wypadków nie przedostał się na Zachód. Stąd zwłaszcza w pierwszym okresie utrudniano i ściśle kontrolowano widzenia z rodzinami.

Z opublikowanych stenogramów w końcu wyłania się bardzo ciekawy obraz skuteczności Służby Bezpieczeństwa, która nie cofnęła się przed dokonywaniem tajnych przeszukań, nawet wobec osób ze swojego kręgu.

 

Rodziny mimo, że znały metody działania resortu, wiedziały, że były poosłuchiwane, to dzięki zastosowaniu inwigilacji na wielką skalę nie były w stanie ukryć przed MSW swoich zamierzeń i działań.

 

Książką pokazała też, jak daleko PRL-owi schyłku lat osiemdziesiąt było do państwa prawa. Wszelkie podejmowane przez rodziny działania prawne i przedstawiane kolejnym instytucjom państwa poważne dowody przeczące oficjalnej wersji zdarzeń nie przynosiły żadnych efektów. Wysyłane pisma ginęły lub pozostawały bez odpowiedzi. Wszystko za sprawą nacisków MSW. Nietrudno uznać to za kolejny dowód uzasadniający twierdzenie, że Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem totalitarnym.

 

W końcu rodziny zdały sobie sprawę, że uwolnienie skazanych bliskich będzie możliwe dopiero po upadku ekipy Jaruzelski-Kiszczak, gdyż byli oni osobiście zaangażowani w zbrodnie. Dlatego paradoksalnie rodziny coraz większe nadzieje wiązały z ekipą Gorbaczowa a potem z przemianami 1989 roku.

 

Jednak i tu przyszło rozczarowanie. Przemiany polityczne nie spowodowały upadku ekipy Jaruzelski-Kiszczak, ani uwolnienia wszystkich skazanych, również opozycja nie była zainteresowana wyjaśnieniem sprawy. Ani Komisja Rokity, ani „Gazeta Wyborcza” nie zajęły się sprawą na poważnie. Być może było to wynikiem działań Kiszczaka. Mimo zmian w kraju rodziny nadal bały się o życie skazanych, gdyby powiedzieli prawdę.

 

Po raz kolejny okazało się, że dla ustroju komunistycznego dużo większym zagrożeniem była prawda o nim samym niż działania opozycji.

 

Operacje inwigilacyjne zakończono dopiero wiosną 1990 roku.

 

W końcowej części Wojciech Sumliński przedstawił przełomowe momenty w śledztwach prowadzonych w tej sprawie przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego, które zawarzyły na tym, ze sprawa zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki nie została dotąd dogłębnie wyjaśniona. Książkę zamyka aneks z biogramami głównych bohaterów.

 

Książka stanowi drugą cześć trylogii. Pozostałe jej pozycje to: Kto Naprawdę Go Zabił i Lobotomia 3.

 

Wojciech Sumliński, „Teresa Trawa Robot”, Warszawa 2015

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz