Presja kreatywności

marcinl, 3 wrzesień, 2018 - 08:29
Martyna Sergiel

Presja to nic przyjemnego, ale dopada każdego. W dobie zewsząd otaczającego sukcesu, istnieje coś takiego jak presja kreatywności. Wszystko musi być „jakieś”, wyróżniać się, krzyczeć. Nie ma miejsca dla byle jakości, musisz prowokować, nawet w pisarstwie. Sukces jest sukcesem przez duże S, a porażka, porażką przez duże P.

 

Kiedy chcesz zwrócić uwagę „widowni” nie może być to zwykłe wejście, musi to być wejście smoka. A co jeżeli ktoś nie lubi szokować? Co jeżeli ktoś nie lubi tej całej otoczki, jaka wytwarza się właśnie przez presję bycia kreatywnym? Co jeżeli ktoś nie lubi wulgaryzmów i jedyne, co przechodzi mu przez gardło to delikatne… kurczę? Ma wtedy udawać kogoś innego? Kogoś, kim nie jest?

 

Wokół jest tyle szokowania, że myślę, iż normalność robi się dzięki temu coraz bardziej zauważalna. Presja kreatywności przychodzi mimo to prędzej czy później we wszystkich twórczych zawodach. Nie ominie Cię ona nawet jeżeli twoja praca jest twoją pasją. A kiedy będziesz udawał kogoś innego zabraknie w tobie szczerości i prędzej czy później twoja twórczość straci na autentyczności i wyda się ludziom sztuczna.

 

W chwili kiedy próbujesz pozować nie wkładasz sto procent siebie w to co robisz. Obojętnie czy malujesz, śpiewasz czy też żonglujesz piłeczkami, a może słowami… zwyczajnie czerpiesz frajdę z tego co robisz i nie myślisz o tym, jakie to ma być, że ma się wyróżniać i do jakiego odbiorcy ma trafić. Tak właśnie powinno to wyglądać. Natomiast z momentem w którym zaczynasz się zastanawiać komu się to spodoba, a komu nie, czy to się już wystarczająco odznacza wśród wielu innych podobnych rzeczy, to już nie jest zabawa tylko czysty marketing i kalkulacja.

 

Presja kreatywności jest tym większa im większa jest w tobie potrzeba szukania uznania. Czasem może być też tak, że tego po prostu wymaga twoja praca, w reklamie, marketingu. Tak bardzo zależy Ci na tym, żeby powstało coś „dobrego”, iż zatracasz gdzieś po pierwsze przyjemność, a po drugie cel. Zapominasz już po co to robisz, co chcesz przekazać i uzyskać. Zamiast zadowolenia dopada Cię frustracja. Zewsząd zasypują Cię tysiącami inspiracji, ale wydaje Ci się, że tak naprawdę to wszystko już było. Nie zważasz na to, co Cię do tego pchnęło tylko kto jest docelowym odbiorcą. I w taki sposób możesz się pogubić.

 

Ja sama nigdy nie jestem w pełni zadowolona ze swoich tekstów. Wszędzie coś jest nie tak. Niekiedy brakuje mi pomysłów. Dopada mnie wtedy zwątpienie. Osuwam się jakieś kilkanaście centymetrów za siebie. Wtedy przypominam sobie, po co to wszystko robię. No właśnie, po co? Chyba po to, żeby ktoś tam po drugiej stronie, czytając te słowa  z kubkiem gorącej herbaty w ręku wiedział, że to jest szczere. Szczere, dlatego, że może  właśnie ten ktoś, tam po drugiej stronie ekranu czuje podobnie. I wtedy człowiek może dotknąć nieba. Nieba? Nie, nieba już sięgnęłam. Teraz pora na gwiazdy.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz