Pomagając innym dostajemy skrzydeł

marcinl, 26 kwiecień, 2017 - 12:07
Martyna Sergiel

Z Barbarą Grochal - koordynatorem wolontariatu dla Hospicjum Palium i organizatorem akcji „Dzień Motyla” rozmawia Martyna Sergiel.

 

Wchodząc do Hospicjum Palium odczuwałam lekki niepokój, jednak, to, co zobaczyłam nie było typowym widokiem, jakiego się spodziewałam. Serce zabiło mi szybciej, bo wnętrze przywoływało na myśl ciepło domu rodzinnego. Na środku stała marmurowa fontanna, z której dobiegał kojący szum płynącej wody, przywołujący ciszę, tak potrzebną, aby zniwelować napięcie i pozbyć się negatywnych emocji, które wśród zgiełku miasta zdają się piętrzyć w głowie, odbierając płynność myśli i burząc wewnętrzną harmonię. Wokół było pełno motylich atrybutów. Dla Hospicjum jest to jawny symbol przemiany, która zachodzi w człowieku, kiedy na drodze swojego życia napotka pewne trudności. Wielu z nas zmienia się pod wpływem ciśnienia otaczającej rzeczywistości. Są też oczywiście tacy, którzy takiego bodźca nie potrzebują, jednak jest to zdecydowana mniejszość. Przeważnie niezbędny jest jakiś impuls, który wyrwie człowieka z jego bezpiecznego świata i pokaże mu odmienną perspektywę. Może to być drobiazg, na przykład pouczająca rozmowa, kolorowy motyl lub po prostu wizyta w miejscu, gdzie czas odmierzany jest nie wskazówkami zegara, ale skalą poświęcenia człowieka dla człowieka – miejscu niezwykłym, gdzie liczą się gesty, nie słowa.

 

Martyna Sergiel: Skąd wziął się pomysł na tak szlachetną i potrzebną akcję, jaką jest „Dzień Motyla”?

 

Barbara Grochal: „Dzień Motyla” jest efektem działania motylego wolontariatu przy Hospicjum. Motyli wolontariat natomiast działa przy Hospicjum, dzięki naszej pacjentce Renacie. Renata, była pacjentką Hospicjum Palium w 2010 roku. Robiła wiele artystycznych prac, jak jeszcze utrzymywała się w dobrej kondycji. Wykonywała z różnych rzeczy motyle. Robiła decoupage z motyli, malowała motyle na kartkach, umiała robić motyle z gałęzi, bo kiedyś pracowała w „Motylarni” - kawiarni z kwiaciarnią. Zawsze spotykając mnie, mówiła: „Wiesz, ja ci pomogę, zobaczysz, ile tu zrobimy”. Jej stan zdrowia jednak się pogarszał i kiedy była już na oddziale opieki paliatywnej u nas w Hospicjum poprosiłam, aby nauczyła mnie tworzyć takie motyle, odpowiedziała: „Ja już Cię nie nauczę, ale gdy mnie nie będzie, to ty z tych motyli coś zrobisz”. Renata zmarła we wrześniu 2010 roku. W tym czasie, my bardzo walczyliśmy o rozbudowę Hospicjum, chociaż nie było dobrych perspektyw, bo samo Hospicjum zbyt się ludziom kojarzyło z umieraniem. W październiku, mając cały czas w pamięci Renatę, powstała kampania „Motyle dla Hospicjum” - to był 16 października i uważam, że nie przez przypadek, bo przywołuje to na myśl Jana Pawła II, który dał nam tę inspirację. Wówczas okazało się, że potrzebujemy pomocy. Sami nie dalibyśmy rady. Zwróciliśmy się więc w stronę młodzieży – młodzież chciała słuchać o Hospicjum, o tym, co tutaj można zrobić dla pacjentów, jak można się włączyć. W tych okolicznościach właśnie powstawał „Motyli Wolontariat” na rzecz kampanii „Motyle dla Hospicjum”. Na początku były tylko dwie szkoły, dzisiaj jest ich przeszło setka i każda ze szkół działa indywidualnie, swoim trybem. Poza tym pracujemy też oczywiście razem, dla wspólnych celów. W czasie, kiedy już funkcjonował motyli wolontariat, młodzi ludzie chodząc i rozdając motyle wpadli na pomysł, żeby połączyć siły i zrobić jakiś pozytywny dzień - „dzień Motyla”. Tak powstało to wydarzenie. Oczywiście, ono ewoluuje, zmienia się. Staramy się wciąż zaskakiwać. Wszystko po to, żeby przyciągnąć do tematu Hospicjum jak najwięcej osób i oswajać z tematem opieki paliatywnej. Niedawno byłam na bardzo pouczającym spotkaniu poświęconym księdzu Kaczkowskiemu. Padło na nim stwierdzenie, że ksiądz Kaczkowski spowodował, że ludzie chcą słuchać o Hospicjum, a także o opiece paliatywnej. Dla mnie podobne znaczenie mają motyle - są one pretekstem do tego, aby ludzie chcieli nas słuchać. Rozdajemy tysiące motyli. W „dzień Motyla” staramy się ich rozdać jak najwięcej, malujemy motyle w różnych miejscach. W tym roku malowaliśmy je w urzędach po to, żeby zainteresować tematem urzędników. Następnie byliśmy na Placu Wolności. Chcieliśmy w ten sposób pokazać jak dużo nas jest. Tegoroczne wydarzenie organizowaliśmy wspólnie ze „Stowarzyszeniem na Tak” - jest to dla mnie osobisty sukces, od lat moim zamiarem było, aby połączyć siły dla wspólnego celu. Nie tylko my byliśmy na Placu Wolności, ale były tez osoby z zespołem Downa, ich rodziny, przyjaciele i to było niezmiernie wartościowe, że mogliśmy razem pokazać, że jednoczy nas wspólna idea.

 

Martyna Sergiel: Sądzę, że dzień motyla jest też dniem wrażliwości na drugiego człowieka i chciałam zapytać, jak to jest? Młodzi ludzie często muszą poznawać różne emocje, dobre i złe, chociaż młodość przeważnie kojarzy się z beztroską. Wydawałoby się zatem, że młodzież będzie unikać negatywnych wrażeń. Tymczasem, widać, że Ci młodzi ludzie chcą pomagać, ciągnie ich żeby coś zrobić dla drugiego człowieka. Można było to zauważyć na „Dniu Motyla”.  Z czego to wynika?

 

Barbara Grochal: Myślę, że to jest domena młodego człowieka, że ma on w sobie tak wiele różnych emocji - dobrych i złych i teraz wszystko zależy od tego jak się je ukierunkuje. My, jako „motyli wolontariat” dajemy szansę, aby pójść w stronę pomagania, wrażliwości i samorozwoju. Zawsze powtarzam, że wolontariat to jest niesamowity rozwój samego człowieka, jego osobowości, możliwości, zwrot w przyszłość. Daje on przecież możliwość podjęcia decyzji, a może nawet pewnych kroków, co taka osoba będzie chciała kiedyś robić. Niesamowite, że działając już 7 lat ( we wrześniu będzie 7 lat, od kiedy stworzyliśmy motyli wolontariat) - widzę ile osób w tym czasie wyrosło z tego wolontariatu, stworzyło niepowtarzalną historię swojego życia, która popycha ich w tak niesamowite rejony tego, co będą w życiu robić. Myślę sobie, że nie ma jednej dobrej recepty, ale my staramy się pokazywać, że w każdym są pokłady i w każdym drzemie potencjał. Nawet, jeżeli w szkole są jakieś problemy, w rodzinie mamy konflikt i nie potrafimy się nawzajem porozumieć, to wolontariat nauczy nas wielu dobrych i cennych relacji, które będziemy mogli tworzyć na każdym poziomie swojego życia. Pierwszym impulsem, żeby pójść do młodych było to, że dorośli niekoniecznie chcieli nas słuchać. Temat Hospicjum nie istniał dla nich, twierdzili, że to ich nie dotyczy, że jeżeli nie wypowiedzą tego na głos, to się nie wydarzy. A młodzi ludzie są bardzo otwarci zaczynając od najmłodszych lat.

 

W zeszłym roku powstały aż 4 filmy edukacyjne o naszym Hospicjum, wcześniej posługiwaliśmy się filmami udostępnianymi nam z Gdańska, a teraz dysponujemy już własnymi. Mówimy w nich o tym miejscu, oswajamy z tematem Hospicjum. Myślę, że głównym naszym zamierzeniem jest to, aby dawać szansę, bo wolontariat jest właśnie pewnego rodzaju szansą. Bardzo dobrze, jeżeli szkoła włącza się w tego typu akcje, ale w niektórych szkołach, pomimo naszych starań, nie udaje się zaangażować ludzi. Sądzę, że jest to wina dorosłych, którzy nie chcą być wsparciem dla młodych, bo musi być przecież zawsze jakiś dorosły w szkole, który to pociągnie i który będzie chciał się w to zaangażować. Jeżeli brakuje takich osób, albo nie potrafią tego dobrze zorganizować, to Ci młodzi ludzie przychodzą do Hospicjum i pomagają na miejscu. Oczywiście, każdemu staramy się dać szansę. Przyglądamy się, obserwujemy, patrzymy. Gdy rodzice, widzą na przykład u swojego dziecka, że sobie z czymś nie radzi, wówczas wolontariat jest bardzo dobrą okazją, żeby to zmienić i przezwyciężyć wiele problemów wieku dorastania. Uważam, ze nie ma takiej konieczności, żeby to był nasz wolontariat, bo w Hospicjum nieuniknione jest stykanie się z trudnymi tematami i ten fakt być może nie każdemu odpowiada. Są jednakże różne wolontariaty. Jest na przykład wolontariat dla zwierząt. Moim zdaniem wolontariat jako taki, pozwala na pełen rozwój młodego człowieka, dlatego jest to właściwy kierunek, w którym powinno się zmierzać. Jako wolontariat wypracowaliśmy niezwykłe efekty, bo gdyby nie ci młodzi wolontariusze z motylego wolontariatu, nie byłoby 13-łózkowego oddziału, który powstał w 2014 roku. Został on stworzony, dzięki temu, że nagłośniliśmy potrzebę rozbudowy, głównie z pomocą młodych, którzy chodzili z motylami i mówili o tym. Rozdając motyle otrzymujemy odpowiedź, że ludzie coraz więcej wiedzą na temat Hospicjum, nie boją się go. Często dostajemy także informacje zwrotne, że ten motyl jest faktycznie swoistą przemianą. To jest właśnie nasz cel. O to nam właśnie chodzi.

 

Martyna Sergiel: Pomaga Pani innym ludziom, co to Pani daje? Jak to zmienia człowieka, jak to pomaga w życiu?

 

Barbara Grochal: Chodzimy na bardzo wiele spotkań do szkół, do seniorów, do przedszkoli, wszędzie tam, gdzie nas zaproszą, aby dzielić się tym, co tutaj robimy. Zawsze kończę te spotkania stwierdzeniem, które być może brzmi jak truizm, ale jest prawdziwe i bardzo istotne w tym kontekście. Mianowicie: „pomagając innym, pomagamy sobie” – tak po prostu jest, wiem to. Moje życie kiedyś nie wyglądało tak jak w tej chwili. Jestem koordynatorem wolontariuszy od 7 lat. Wcześniej sama byłam wolontariuszem przez 2 lata, więc moja historia bycia z cierpiącymi to już 9 lat. Mając zatem pewne doświadczenia życiowe, wiem, że czas związania z tym miejscem i czas który mu tym samym poświęcam, a równocześnie, to, co dostaję w zamian od Hospicjum, to jest najcenniejsze, co mogło mi się w życiu przytrafić. Moje życie, dzięki Hospicjum nabrało głębokiego sensu. Kiedy żegnamy odchodzących ludzi w Hospicjum, widzimy, jak bardzo różna jest to sytuacja. Mamy doświadczenia odchodzenia na drugi świat ludzi, którzy, u kresu swojej drogi mieli uśmiech na twarzach. Takie przykłady pokazują, że nie trzeba bać się momentu „pożegnania”. Uświadamia nam to, że historia naszego życia zatoczyła krąg i stworzyliśmy miejsce, gdzie możemy rozmawiać szczerze ze sobą, także o tym, co będzie dalej, co będzie po śmierci. Wówczas wiemy, że mamy tylko jedno życie i jeżeli staramy się przeżyć je jak najlepiej, jesteśmy świadomi faktu, że robiąc coś dla drugiego człowieka, pracując dla niego, pomagając, dostajemy skrzydeł i tak naprawdę uzyskujemy spokój wewnętrzny. Wówczas możemy być pewni, że to jest ta właściwa i słuszna droga.

 

Dalszy ciąg rozmowy z Panią Barbarą Grochal już za tydzień.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz