O niepełnosprawności bez sensacji

marcinl, 6 listopad, 2017 - 10:12
Martyna Sergiel

Niepełnosprawność jest bardzo delikatną kwestią i trudnym tematem, który łatwo z jednej strony zbagatelizować, a z drugiej „wyolbrzymić”. Dlatego też o niepełnosprawności trzeba umieć mówić tak, aby nie popaść w tani sentymentalizm czy litość, a jednocześnie nie umniejszać powagi sytuacji, w jakiej znalazła się osoba niepełnosprawna.

 

Ostatnimi czasy można zauważyć niepokojącą tendencję do traktowania tematu niepełnosprawności w ramach „sensacji”.

 

Media, oczywiście ufając, że nie mają przy tym złych intencji, nagłaśniają często sprawę choroby, ograniczeń, ciężkiej sytuacji życiowej, przekraczając przy tym granicę dobrego smaku.

 

Dlaczego w ogóle niepełnosprawność szokuje? Z jakiego powodu fakt, że ktoś nie ma nóg, rąk, czy porusza się na wózku wzbudza czyjeś zdziwienie czy traktowane jest w kategoriach „inności”, ewenementu?

 

Powinno się widzieć przede wszystkim człowieka i jego niepowtarzalność, bo niepełnosprawność to tylko „cecha”, która z pewnością kształtuje i warunkuje zachowania, jednak nie definiuje osoby.

 

Najpierw jest człowiek ze swoimi emocjami, inteligencją, charakterem, a potem dopiero są jego niedoskonałości.

 

O ile nagłaśnianie sprawy niepełnosprawności jest oczywiście konieczne, jeżeli media mają spełniać swoją funkcję dotarcia do jak największej liczby osób, o tyle szum medialny już nie.  Powstaje zatem pytanie jak mówić o niepełnosprawności w taki sposób, aby zostać usłyszanym, a jednocześnie nie przekroczyć cienkiej granicy przy której kończy się rola medialnego przekazu a zaczyna sensacja.

 

Jest to z pewnością bardzo wymagające zadanie, które w dzisiejszych realiach w dobie  internetu i portali społecznościowych staje się bardzo trudne do realizacji.

 

Sztuka ta udaje się tylko nielicznym, bowiem w niepełnosprawność poniekąd, czy tego chcemy czy też nie, wpisane jest jakieś odstępstwo od tego, co typowe, ale czy musi to być odczytywane negatywnie?

 

Człowiek wciąż pozostaje człowiekiem i nie określają go jego ograniczenia, fizyczność, a umiejętności. Do większości prac potrzebny jest umysł, a fakt, że nie ma przy tym perfekcyjnego ciała nie powinien go dyskwalifikować, bo nadal jest on w stanie dokonywać niesamowitych rzeczy.

 

Kiedy myślę o barierach i ograniczeniach często przychodzi mi do głowy, że tak naprawdę wszystko zależy od ludzi, których spotykamy na swojej drodze i od ich podejścia, od  tego, czy w człowieku zobaczą człowieka, a nie kolejny „materiał” na sensację.

 

Nikt nie ma do końca wpływu na to, jaki się rodzi - czy zdrowy, czy niepełnosprawny. Mamy jedynie, a może „aż” wpływ na to, jak swoim życiem pokierujemy i czy świat, który się dla nas otworzył, zobaczy nas w końcu takich, jacy jesteśmy - niepowtarzalni.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz