Nauczyć się latać

marcinl, 11 styczeń, 2019 - 10:24
Martyna Sergiel

Pewien człowiek poruszający się na wózku inwalidzkim opowiedział mi o tym, co sprawiło, że był kiedyś szczęśliwy. Takich rzeczy nie słyszy się codziennie. Miał wtedy 7 lat i co noc śnił mu się podobny sen. Najbardziej lubił, kiedy zapadał zmierzch, wówczas wiedział, że niedługo znowu znajdzie się w tych samych okolicach i zbłądzi tak naprawdę nie ruszając się z miejsca. Kiedy powieki zaczynały ciążyć coraz mocniej, czuł ekscytację, zbliżoną do tej, która towarzyszy ludziom w sytuacjach granicznych. Nie, nie myślał wtedy o śmierci, ani o wieczności. Po prostu, to ten właśnie sen był dla niego poluzowaniem hamulców, które nosił w sobie dla poczucia bezpieczeństwa.

 

Śniło mu się, że lata. Z góry widział cały świat, który zamieniał się w patchwork, zbliżony do tego, który miał pod głową, na powłoczce poduszki. Patrzył na te kolory i nie mógł się nadziwić, ile barw można oglądać na raz. Adrenalina uderzała mu do głowy, nie chciał się obudzić. Nie miał skrzydeł, a jednak unosił się delikatnie jak gdyby to wcale nie był sen. Z łatwością skakał przez dachy i przesuwał przeszkody jak magik. Nieważne jednak było wcale to, że posiadał nadprzyrodzoną moc, nie lubił się czuć panem i władcą wszechświata. Chodziło chyba bardziej o tę lekkość w głowie, która czyniła życie bardziej osiągalnym.

 

Zaczęło świtać i mężczyzna obudził się ze snu, cały spocony. Wszystko się zmieniło, nie miał już 7 lat, a jakieś 40. Znów widział kolorowy patchwork, ale tym razem z okien samolotu.

 

Ukołysany cichym mruczeniem silników, nawet się nie zorientował, kiedy zasnął. Samolot wznosił się nad oceanem, a pasażer pomyślał, że z lotu ptaka wydaje się on być nieskończony. Nie spodziewał się, że kiedyś to powie, ale myśl była szybsza: rzeczywistość jest dużo bardziej ujmująca, niż ta, którą spotykałem przez lata we śnie. Nie mam skrzydeł, nie potrafię chodzić, a jednak latam.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz