Mój Vincent

marcinl, 16 marzec, 2018 - 09:14
Martyna Sergiel

„Twój Vincent” okazał się absolutnie moim filmem… Zdecydowanie warto go opisać nie tylko z uwagi na nowatorski sposób przeniesienia malarstwa z płótna na ekran, ale także delikatnie wyeksponowany wątek problemów natury psychicznej, z jakimi zmagał się główny bohater i artysta - Vincent Van Gogh.

 

Wątek ten ukazany został bardzo subtelnie - zdawał się być ukryty wśród, a może raczej w obrazach, które dosłownie przemówiły. Dzieła malarza wypowiadały się za niego, broniąc uczuć i emocji, którymi on je napełnił…

 

Film chwyta ze serce, w każdej scenie oddane są namiętności, które targały tym młodym człowiekiem, a skoro już posługuję się terminologią malarską wypadałoby napisać, że te emocje są bardzo wiernie „zobrazowane”.

 

Obraz sam w sobie jest niezwykłym nośnikiem emocji, z którego czasami łatwiej wyłowić sens niż z tekstu czy opisu… Dlaczego? Dzieło malarskie jest trójwymiarowe, nie tylko w sensie głębi, ale raczej lepszego zilustrowania emocji, która w obrazie zyskuje bardziej czytelny kontekst.

 

Mówiąc inaczej: odbiorca obrazu może po prostu na własne oczy „zobaczyć”, a nawet dotknąć wspomnianych emocji, nie musi używać do tego celu wyobraźni. Wydawałoby się więc, że coś wyłożone wprost, nie porusza aż tak mocno. I tutaj właśnie dochodzimy do sedna sprawy.

 

Obraz prawie nigdy, choć ma swoje znaczenie dosłowne nie mówi wprost, on wychodzi z ram… wpisane są w niego doświadczenia artysty składające się na jego życie.

 

Akcentowana w filmie samotność malarza, wiązała się w dużej mierze z jego chorobą, na którą wówczas nie było lekarstwa. Vincent miał przypiętą etykietkę dziwaka i odmieńca, być może właśnie to powodowało jeszcze intensywniejszą ucieczkę w sztukę.

 

Dręczony artysta czuł się nikim. Ta mocna fraza pada w jednej ze scen filmowych, kiedy syn listonosza wyczytuje te słowa z listu Van Gogha adresowanego do innej osoby.


Z drugiej strony to właśnie siła, z którą ten „nikt” - jak sam o sobie mówił, odczuwał pozwoliła mu stworzyć ponadczasowe prace.

 

Myślę, że ich największą mocą był autentyzm, prawda, dzięki której zyskały one nieocenioną w skali światowej wartość.

 

Szczerość jest siłą każdej sztuki, jednak nie każdy potrafi się na nią zdobyć. Ze szczerości rodzi się wrażliwość, która czasami - jak można zobaczyć na załączonym „obrazku” - przygniata, prowadząc drogą, z której nie ma powrotu.

 

Sztuka jednak na zawsze pozostanie żywa i myślę, że, kiedy to będzie konieczne, obroni twórcę, dopowiadając to, czego on już nie zdążył.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz