Jak pokonać kompleksy?

marcinl, 11 maj, 2018 - 11:01
Martyna Sergiel

Każdy je zna, każdy je ma - kompleksy - zmora tak wielu z nas. Dotyczy to zarówno ludzi sukcesu, jak i tych wiodących prostsze życie. Czasem mam wrażenie, że jest to jakaś choroba cywilizacyjna, na którą nie ma lekarstwa. Dlaczego? Kompleksy były i będą, bo większość z nich siedzi bardziej w naszej głowie niż jest rzeczywistym problemem.

 

Nieakceptacja siebie najczęściej ma swoje źródło w niezdrowym i nic nie wnoszącym porównywaniu się z innymi.Czasami bywa też niestety, że za bardzo polegając na opiniach,  próbujemy opierać na nich swoje poczucie wartości.

 

Będę powtarzała do znudzenia: samoocenę należy budować według własnych przekonań, bo nikt nie zna nas tak dobrze jak my sami. Wychodząc do ludzi z pozytywną energią i pewnością siebie mamy większe szanse, że tak właśnie zaczniemy być postrzegani.

 

Otoczenie wyczuwając naszą niską samoocenę (tak, to niestety widać na pierwszy rzut oka)lubi ten fakt wykorzystywać i tym samym nachalnie interpretując stwierdzenia znajomych wpadamy w kompleksy… a przecież nikt nie jest w naszej skórze i to, że ktoś akurat postrzega nas w taki czy inny sposób nie jest żadną prawdą ostateczną tylko jednym głupim komentarzem przypadającym na jedną z 7 miliardów osób na tym globie.

 

Wystarczy niekiedy nad sobą pracować (chociaż oczywiście nie jest to łatwe), by zrozumieć, że należy dystansować się od krytyki, z jaką czasem się spotykamy. Warto także trenować otwartość, ciało, uśmiech, który zdecydowanie odstrasza kąśliwe uwagi pod czyimś adresem.

 

Weźmy dla innego przykładu spojrzenie.

 

Osoby, które unikają patrzenia prosto w oczy są z góry uważane za nieśmiałe i niepewne siebie. Z reguły takie przekonanie sprawdza się.

 

Unikając kontaktu wzrokowego wysyłamy sygnał, ze się wstydzimy i nie chcemy konfrontacji.

 

Brakuje nam wiary we własne możliwości nawet przy zwykłej rozmowie. Zdradzamy też, że obawiamy się oceny, tego, co ktoś może sobie o nas pomyśleć.

 

A pierwsze wrażenie często wprowadza w błąd. Łatwo mylnie zinterpretować gesty, słowa, krytyczny wzrok, ponieważ jest to także kwestia naszej percepcji, która bywa zwodnicza, jeżeli ktoś jest uczulony na swoim punkcie lub zwyczajnie nadwrażliwy.

 

Bywa nierzadko, że dana osoba coś po prostu oznajmia, a my sugerując się tonem głosu, gestem, doszukujemy się czegoś, czego wcale nie ma. Bywa także, że zanim poznamy kogoś bliżej, zbyt pochopnie go oceniamy, bo nie mając z nim wiele do czynienia źle odbieramy nawyki, ruchy, sposób ekspresji. Dopiero wchodząc w jego codzienność dociera do nas, jak bardzo byliśmy w błędzie.

 

Podobnie jest z postrzeganiem siebie i swojego ciała. Może się często okazać, że coś, co uznajemy za nasz kompleks i na czego punkcie tak sfiksowaliśmy - otoczenie odbiera nawet jako atut, rzecz, która dodaje nam uroku osobistego.

 

Osoby z niepełnosprawnościami mają pod tym względem dużo trudniej niż ich zdrowi rówieśnicy. Muszą zaakceptować coś, czego, gdyby nie nieszczęśliwy splot zdarzeń nie musieliby tolerować.

 

Coś zostało im najzwyczajniej w świecie odebrane. Ale wiesz co? Niektórzy z moich niepełnosprawnych przyjaciół wykazują większą odporność na to, co ich spotkało, niż inni znajomi, którym takiego rodzaju utrapienie jest obce.

 

Niepełnosprawni bywają tak spokojni, pogodni i pozytywni, że trudno to oddać w kilku zdaniach.

 

Nieważne czy jesteś gwiazdą filmową, czy też osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim - nigdy nie będziesz idealny, więc zawsze pojawi się coś co można by zmienić, poprawić.

 

Sęk w tym, aby skupiać się na rzeczach, które można udoskonalić, a co ważniejsze, których przemiana wpłynie pozytywnie nie tylko na ciało, zdrowie, ale przede wszystkim - psychikę.

 

A rzeczy, których zmienić nie można? No cóż. Nie pozostaje nic innego jak je zwyczajnie zaakceptować, a być może z czasem przestaniesz je zauważać, lub co nawet ważniejsze - polubisz?

 

Nie zrozum mnie na opak. Nie chodzi o to, żeby je ignorować, czy o nich zapominać, tylko uświadomić sobie, że wady i kompleksy są i zawsze będą, bo tak złożony jest świat i nikt nie jest chodzącym ideałem, a życie to nie czerwony dywan, na którym celebryci pozują do zdjęć. Myślę, że ma to w sobie też coś pozytywnego, bo czyni nas po prostu ludźmi i pozwala być autentycznym, uwalniając od niezdrowej i nikomu niepotrzebnej presji.

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz