Generacje

marcinl, 1 luty, 2018 - 10:16
Martyna Sergiel

Czas leci jak szalony. Niedawno jeszcze było się dzieckiem i jedynym zmartwieniem okazywało się zdarte kolano podczas leśnych eskapad z rodzicami. Potem zaczęła się szkoła, pierwszy bunt, smak papierosa i problemy z rówieśnikami.

 

Z nieudolnych starań rodziły się amatorskie związki, wypowiadane były spóźnione deklaracje. Wszystko to jest skończonym etapem i raczej nie wróci. Bo teraz jest teraz i jest jakoś inaczej.

 

Mam momentami wrażenie, że niezależnie od czasów, w jakich przyszło nam żyć dwie dekady, dzielące pokolenia, to jak lata świetlne w kosmosie. Czy naprawdę fakt, że świat tak szybko pędzi do przodu jest nie do odrobienia, jeśli chodzi o mentalność?

 

Moi rodzice, kiedy czegoś nie wiedzieli musieli iść do biblioteki, często do innego miasta…nie było chleba? babcia robiła zakwas i rozgrzewała piec.

 

Dziadkowie o wszystko, co złe na tym świecie oskarżali diabła, wierząc w magiczną moc zabobonów, a dzisiaj? zło to brak dostępu do internetu…

 

Nie zrozumcie mnie opacznie: technologia jest potrzebna, bo gdyby świat stanął nagle w miejscu, to też jest zły omen, na który nawet boska interwencja nie pomoże… prawda jednak jest taka, że człowiek stał się bardzo wygodny. Nie ma w tym nic dziwnego, iż każdy chciałby dostać wszystko małym nakładem sił… nie znam osoby, która specjalnie opierałaby się takiemu stanowi rzeczy. Większość z nas ma w naturze wybieranie dróg na skróty, tylko że niektórzy z tym walczą, inni nie…

 

Wszystko zależy od okoliczności, - gdy nam one nie sprzyjają jesteśmy zdolni do wielu rzeczy, o które nawet siebie nie podejrzewaliśmy…

 

Adrenalina działa, organizm się mobilizuje, wówczas potrafimy włożyć rękę w ogień, nie przejmując się tym, że boli.

 

Mój tata zawsze powiada, że teraz to mamy dobrze, wszystko pod nos. Postęp technologiczny, fakt, że nie trzeba stać w metrowych kolejkach, sklepy są otwarte w weekendy, żywność nie jest na kartki wydaje się być dla niego czymś, co najmniej zaskakującym. To tak, jakby człowiek, który był przyzwyczajony, że jak się nie poświęci, to nie będzie miał, nagle dowiedział się, że odziedziczył wielką fortunę i zamieszka w pałacu z służbą, a wtedy wszystko samo się „zrobi”. Tak teraz żyjemy: komfortowo, lekko, bez wyrzeczeń.

 

Moja przełożona zaczynając, jako dziennikarz miała trzy wyjścia: zostać alfą i omegą, „przeprowadzić się” do biblioteki lub wynająć wehikuł czasu, żeby cofać się do przeszłości - tylko wówczas mogła mieć całkowitą pewność, co do rzetelności źródeł… Dzisiaj od tego mamy internet, - co prawda w sieci też trzeba potrafić szukać, ale sama przyznam, że jest to duże ułatwienie… jeszcze jakieś 30 lat temu musiałeś polegać na notesie, długopisie i masie cierpliwości…

 

W ostatecznym rozrachunku nie liczy się to, czy żyjesz w roku 2018 czy też 2048 - bo podstawowe potrzeby pozostaną niezmienne.

 

Zawsze będziesz odczuwał głód, niezależnie od tego, czy jedzenie będzie się samo serwowało, a dania przyszłości pojawiały znikąd jak w bajce „Stoliczku nakryj się” braci Grimm….

 

Kiedyś najpierw siało się ziarno, potem zbierało plony, robiło mąkę, a dopiero na końcu piekło się chleb… dzisiaj się go kupuje… Ciekawe czy za jakieś dwie dekady będzie można go wyczarować albo wyciągać z kapelusza na życzenie?…  no chyba, że będzie on regularnie spadał nam z nieba jak manna?

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz