Wznieść się ponad swoją niepełnosprawność

pionadmin, 30 styczeń, 2006 - 15:37
Łukasz Cholewicki

Rok 2006 ma być wg wielu opinii przełomowym dla przebudowy Ronda Kaponiera. Czy będzie tak w istocie, o innych barierach w Poznaniu, a także o trudnej współpracy z miejskimi instytucjami – w wywiadzie z Haliną Grzymisławską – Słowińską z Miejskiej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych.

- Chciałbym porozmawiać o sukcesach i porażkach Miejskiej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych. Rada działa od IX 2003 roku. Co udało się przez ten czas osiągnąć, czego zabrakło... Może zacznijmy od tych milszych rzeczy...

 - Myślę, że największym sukcesem jest to, że ta rada istnieje, że udało nam się zaistnieć i że coraz więcej instytucji wie o naszym istnieniu. Daliśmy się poznać, że jak trzeba, to nękamy, zwracamy się, występujemy, nachodzimy.... Na początku było bardzo ciężko.

- Co to znaczy?

- Wielu ciężko było zrozumieć, że istnieje taki twór jak Miejska Społeczna Rada ds. Osób Niepełnosprawnych i trzeba się z nią liczyć. To wręcz oparło się w pewnym momencie o prezydenta. Prezydent nas musiał rekomendować, by chciano np. odpowiadać na nasze pisma. Teraz jest troszeczkę lepiej. Wiadomo, że jesteśmy dociekliwi i namolni, ale daliśmy się też poznać, że nie tylko potrafimy narzekać, ale również dysponujemy dużą wiedzą. Mamy swoich ekspertów, którzy mogą się wypowiedzieć na każdy temat związany z niepełnosprawnością, a co najważniejsze - jesteśmy reprezentantami środowiska.

- Czym właściwie zajmuje się Rada?

- Naszym głównym problemem jest walka z barierami architektonicznymi. Uznaliśmy, że to jest punkt wyjścia do zrobienia czegokolwiek. Nie możemy aktywizować ludzi, rozszerzać edukacji dla niepełnosprawnych, zapewniać im rehabilitacji, dostępu do kultury, jeśli nie będą zlikwidowane bariery. Trudno aktywizować osoby niepełnosprawne do pracy zawodowej, jeżeli one nie mogą się poruszać po mieście samodzielnie. I nie mam tu na myśli tylko osób poruszających się na wózkach, ale też niewidomych i słabowidzących. Cel, jaki sobie postawiliśmy – czyli stopniowa likwidacja barier, pomoże zresztą nie tylko osobom niepełnosprawnym, ale i ludziom starszym i schorowanym, a także matkom z dziećmi na wózkach.

- Z kim Rada współpracuje? Jak układają się wasze relacje np. z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym czy Zarządem Dróg Miejskich, które w sprawie barier mają chyba najwięcej do powiedzenia?

- Długo walczyliśmy o autobusy niskopodłogowe w całym mieście i doczekaliśmy momentu, kiedy lada moment wszystkie pojazdy MPK będą niskopodłogowe. To nie tylko nasza zasługa, ale też wyraz dobrej woli MPK. Natomiast współpraca z Zarządem Dróg Miejskich bardzo powolutku się rozwija, przez cały czas nadajemy jakby na innych długościach fali i nie możemy się dogadać. Podobnie z Wydziałem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Miasta. My na temat barier odbyliśmy z ZDM-em wiele rozmów. Opracowaliśmy specjalny katalog potrzeb, który nie tylko pokazuje to, co złe w mieście, ale też zawiera propozycje rozwiązań. Naciskamy na nich, aby były wprowadzone standardy przy wprowadzaniu udogodnień dla niepełnosprawnych. Żeby było zawsze jednakowo – jak jest zjazd dla wózkowiczów, to żeby zawsze był z tej samej strony, zawsze na tej samej wysokości, aby osoba niewidoma nie musiała za każdym razem zgadywać. Chcemy, aby oznaczenie krawężników i stopni zawsze było zaznaczane żółtym kolorem, bo ten kolor najlepiej widzą słabowidzący. Postulujemy o taką samą fakturę dla niewidomych na przejściach dla pieszych. Teraz jest z tym bardzo różnie. Przy czym nie jest to nasza fanaberia, bo takie rozwiązania są powszechnie stosowane na świecie. Rozumiemy, że trzeba dopasować nasze uwagi do naszych warunków i możliwości, ale trzeba o tym rozmawiać. Priorytetem dla nas jest w tej chwili Rondo Kaponiera oraz sygnały dźwiękowe przy przejściach dla pieszych - prosiliśmy, aby przy remoncie skrzyżowań od razu dokładać sygnalizację dźwiękową i aby były jakieś pieniądze zabezpieczone na ten cel. Nawet wskazaliśmy firmę, która się tym zajmuje, wyliczyliśmy koszty... Służymy też pomocą w określeniu, jaka to ma być sygnalizacja, bo w kilku punktach Poznania była założona sygnalizacja dźwiękowa, ale została zdemontowana na życzenie mieszkańców...

- Ponoć była zbyt głośna i uciążliwa?

- Na całym świecie jest sprawdzonym rozwiązaniem, że dla niewidomego najlepszym sygnałem jest równomierny dźwięk laski. I taki sygnał nikomu by nie przeszkadzał, bo nie jest to jakiś głośny czy piszczący dźwięk. Zresztą niewidomi mają bardziej wyostrzony słuch, więc oni to usłyszą. I nie chcemy przecież, aby to urządzenie działało przez całą dobą. Na razie tylko rozmawiamy i nic z tego nie wynika.

- Nie wiadomo więc kiedy te rozwiązania będą stosowane w Poznaniu?

- Nie wiadomo. Było robione Rondo Śródka, prosiliśmy, aby nas wcześniej uprzedzać o remontach, ale Śródki nie udało się uratować. A opracowaliśmy tam chyba 12 punktów, które należałoby tam zastosować, ale ich nie zrealizowano…

  - Dlaczego nie udało się?

 - W Zarządzie Dróg Miejskich stwierdzono, że nie dotarły do nich nasze dokumenty, podczas gdy my nasze maile z uwagami wysyłaliśmy do nich kilkakrotnie. Nie wiem jak to się stało, że te listy przepadły. Widocznie ktoś nie przekazał ich dalej. Odbyliśmy z ZDM-em naprawdę już wiele spotkań, jedno - w październiku – w Urzędzie Miasta. Na które, notabene, przyszli wszyscy poza przedstawicielem Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, choć miał najbliżej i potwierdził swój udział. 

- Jakie pomysły ma Rada na rozwiązanie problemu Ronda Kaponiera?

- Obeszliśmy rondo ze specjalistami, którzy uczą niepełnosprawnych poruszania się po mieście. Doszliśmy do wniosku, że w miejscu dwóch długich przystanków, jednego od strony Św. Marcina, drugiego od ulicy Roosvelta w stronę Winograd, udałoby się zrobić naturalne zjazdy. Muszą się wypowiedzieć na ten temat jeszcze inżynierowie, ale ten pomysł wydaje się bardzo sensowny. Dla reszty wyjść najlepsze będą windy. To są rozwiązania dobre też i dla matek z dziećmi na wózkach i osób starszych. Jest też propozycja, aby zamiast wind zrobić platformy z całodobową obsługą. Trochę się tego pomysłu boimy, że w rzeczywistości nie zawsze będzie ta obsługa na miejscu, że będzie trzeba dzwonić dzwonkiem, czekać czy ktoś przyjdzie, czy nie przyjdzie i w rezultacie niepełnosprawni dalej będą omijać Kaponierę. Do tego mogą dojść problemy z dewastacją.

- Gdyby miała pani zabawić się w wróżkę - w którym roku Kaponiera zostanie przystosowana do potrzeb niepełnosprawnych?

 - Zarząd Dróg Miejskich obiecał, że w tym roku będzie projekt i jakieś pieniądze chyba nawet są już zabezpieczone. Może więc w 2007 roku zobaczymy niepełnosprawnych pod Rondem Kaponiera? I będą mogli zobaczyć toaletę, jaka jest tam dla nich już dawno zrobiona...

- Jak problem się przeciągnie, to może pomogłaby jakaś mała blokada Kaponiery, np. przez 200 osób na wózkach inwalidzkich? To byłoby głośne i medialne...

- Może lepiej poczekajmy teraz na ruch wiceprezydenta Kruszyńskiego – obiecał, że Kaponiera będzie priorytetową sprawą. Czkamy też na pozytywny sygnał od ZDM-u. 

- No właśnie, niedawno spotkaliście się z zastępcą prezydenta, Mirosławem Kruszyńskim. Czego dotyczyło to spotkanie?

- Wpierw wyjaśnię, że prezydent Mirosław Kruszyński odpowiada m.in. za miejskie inwestycje. 21 lipca wysłaliśmy do niego pismo, prosząc o zabezpieczenie w budżecie na 2006 rok funduszy na przebudowę Kaponiery i sygnalizację dźwiękową. Zawarliśmy w nim też nasze konkretne pomysły na najlepszą przebudowę Kaponiery pod kątem potrzeb osób niepełnosprawnych oraz może ciut droższe, ale opłacalne bardziej w utrzymaniu. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, zgodnie z prawem, bo prezydent nie ma obowiązku odpowiadać na pisma... Natomiast na spotkaniu, o które pan pyta, a które było nawiasem mówiąc bardzo krótkie, byli i przedstawiciele ZDM i MPK, była też dyr. Przewoźna z Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Zostawiliśmy prezydentowi kopię pisma z lipca wraz katalogiem potrzeb. Trzeba pamiętać, że to nie zawsze są sprawy, które wymagają nakładów wielu pieniędzy. To są np. takie problemy, jak przejścia przy przystankach Poznańskiego Szybkiego Tramwaju, które mają pod schodami jakieś luki i niewidomy może w nie wejść. To jest kwestia właściwego ustawiania koszy, aby nie były układane w ciągu komunikacyjnym, a w kierunku jezdni. Tak samo na przystankach tramwajowych, aby kosze nie przeszkadzały osobom niewidomym.

 - Ale jaki był efekt tego spotkania?

- Taki, że prezydent szybciutko wybiegł, bo miał następne spotkanie, a jego asystentka wzięła wszystkie materiały – wiec może zajrzy do tego. I że zobowiązał wszystkich obecnych, aby nasze postulaty potraktować priorytetowo. Może w końcu coś ruszy...?

- Aha. Na spotkaniu 27 X w Urzędzie Miasta dyr. Bolimowska z Zarządu Dróg Miejskich powiedziała: „Dobrze gdyby każdy projekt (remontów, inwestycji etc.) był opiniowany przez środowisko osób niepełnosprawnych, chcemy taki wymóg zapisać w naszych procedurach”. Minęło już kilka miesięcy... Czy tak się już dzieje?

 - Nadal tych projektów nie otrzymujemy. Żąda się za to, żebyśmy opracowali plan miasta, trasy, według których poruszają się niepełnosprawni. Odpowiedzieliśmy, że u nas nie ma gett ani takich skupisk osób niepełnosprawnych, żeby można było mówić o jakiś stałych ciągach poruszania. Możemy, co najwyżej, opracować punkty, do których poruszają się niepełnosprawni. Zrobiliśmy już wykaz zakładów pracy chronionej i w najbliższym czasie przekażemy do ZDM i MPK. Szkoda nam czasu na opracowywanie mapy szkół specjalnych, zakładów rehablitacyjnych czy przychodni – to jest duża praca do wykonania i trochę bez sensu, bo nie pokazuje przecież skąd ci niepełnosprawni przyjeżdżają. Poza tym dążymy do tego, aby osoba niepełnosprawna była traktowana jak każdy inny obywatel, który ma prawo pójść na spacer, przejść się do kina, kawiarni, a nie tylko do zakładu, w którym pracuje.

Bardzo chcielibyśmy, aby do takiej komisji, która opiniuje przebudowę czy modernizację, włączyć osobę, która jest głosem środowiska i w jego imieniu będzie się wypowiadać. Albo, kiedy już wybiorą wykonawcę robót, to żebyśmy mogli się spotkać z nim i wskazać na co ma zwrócić uwagę. Teraz dochodzi do takich sytuacji, że np. na całym skrzyżowaniu niweluje się chodnik do poziomu dwu centymetrów. I niewidomy nie wie czy tam jest jakiś chodnik, szuka go i wychodzi na środek skrzyżowania. To jak ma się samodzielnie poruszać po mieście? Konieczne są, tak jak już mówiłam, pewne standardy. Z ich braku bierze się mała liczba niepełnosprawnych samodzielnie poruszających się po mieście. Byliśmy gotowi zrobić nawet jakieś przeszkolenie dla pracowników ZDM.

- Z tego co słyszę, odbywa pani wiele spotkań, czy nie czuje się pani czasem jak  natręt albo namolny petent?

 - Z bólem odbieram, że czasem traktuje nas się jakbyśmy chcieli się kłócić. Nie! My po prostu domagamy się respektowania praw, które się tym ludziom należą. Najczęściej to MPK się oburza „My już tyle zrobiliśmy, a wy ciągle macie pretensje”. MPK rzeczywiście zrobiło sporo, bo i nawet sygnalizacja dźwiękowa jest w wielu autobusach, niestety często wyłączana.

- Ludzie się skarżyli, że jest za głośna i przeszkadza.

- Myślę, że trzeba by trochę społeczeństwo wyedukować, że te zapowiedzi przystanków służą też innym. Może przydałaby się tu jakaś kampania społeczna? Wiele zachowań społecznych wynika nie ze złej woli, a z niewiedzy. Może ludzie nie wiedzą, że są osoby, którzy tego potrzebują, bo nie wiedzą gdzie się znajdują? Może by to ich też trochę uwrażliwiło na potrzeby innych?

- To które bariery są ważniejsze – te psychiczne w nas, czy te fizyczne?

- Myślę, że jedne i drugie są bardzo ważne, na dodatek są ze sobą powiązane. Wierzę, że likwidacja jednych pociągnie za sobą likwidację drugich.

- Pomówmy teraz o porażkach Rady. Mamy przed sobą dokument z zakresem działalności Miejskiej Społecznej rady ds. Osób Niepełnosprawnych. Przejedźmy punkt po punkcie... „Opiniowanie miejskich projektów działań na rzecz osób niepełnosprawnych”. Opiniują państwo?

- Nie.

- Następny punkt. „Ocena realizacji programów”. Oceniacie?

 - Nie.

- No to dalej. „Opiniowanie projektów uchwał i programów przyjmowanych przez Radę Miasta pod kątem ich skutków dla osób niepełnosprawnych”. Opiniujecie?

 - Też nie. Od tego punktu w ogóle chcieliśmy wyjść. Chcieliśmy dotrzeć do projektów Rady Miasta, ale nie chcieliśmy chodzić na wszystkie komisje, bo i czasu brak, a i nie zawsze są to spotkania ważne z naszego punktu widzenia. Chcieliśmy, aby te informacje spływały nam np. na konto mailowe, a my byśmy już to przeglądali i wybierali nas interesujące. Okazało się, że jest to niemożliwe. Nie da się po prostu. Częściowo są to tajne informacje, były też inne względy – w końcu się poddaliśmy. Dostajemy raz po raz zaproszenia na komisję polityki społecznej, rodziny i zdrowia, ale nie zawsze chodzimy, bo to byłaby strata czasu. Dobrze gdyby samorząd współpracował z organizacjami, uchwala się różne szumnie nazywane programy współpracy, ale to w praktyce nie funkcjonuje. Kulą u nogi jest np. wynajmowanie lokali od miasta. My naprawdę wolimy szukać lokali u innych podmiotów, bo jest to znacznie łatwiejsze i tańsze. Miasto ma wysokie ceny, ma też całą masę zabezpieczeń i ograniczeń... Mam wrażenie, że poza tym, że nie stajemy do przetargów, to jesteśmy traktowani tak samo jak reszta najemców. Owszem, udaje nam się wynegocjować mniejsza cenę za lokal, niż ktoś, kto np. urządza pub, ale to i tak są bardzo wysokie ceny. Tym bardziej, że nie dostajemy jakiś ekstra lokali, o które toczą się bitwy. To są najczęściej rudery, które właśnie organizacje pozarządowe doprowadzają do dobrego stanu. A tymczasem dotacje, jakie otrzymuje się od miasta, często zwraca się w połowie albo więcej jako opłatę za dzierżawę. To jest bardzo niesprawiedliwe i w tej kwestii nie możemy się dogadać. Miasto się tłumaczy, że to byłoby źle społecznie odebrane, gdyby organizacje nie płaciły za lokale i że ich jest zbyt wiele. My z kolei odpowiadamy, żeby w takim razie wzmóc kontrole... Jeśli ktoś oszukuje, wykorzystuje lokal do innych celów, nie realizuje zadań miasta należycie, to wyrzucać. Jesteśmy gotowi sprostać wszystkim wymaganiom, byle te uciążliwości z dzierżawą były lżejsze. By organizacje, które rzeczywiście dobrze realizują od wielu lat zadania miasta w dziedzinie rehabilitacji osób niepełnosprawnych, mogły trochę lżej odetchnąć. Reasumując - nie udało nam się nawiązać współpracy z Radą Miejską, nie mamy uregulowanej współpracy z wydziałami miasta. Może z przyszłą Radą ta współpraca lepiej się ułoży. Z obecną straciliśmy pół roku, aby wejść w obieg dokumentów – nie dało się.

- Ale przecież mamy w Radzie osoby niepełnosprawne jak Michał Tomczak czy jeszcze do niedawna Filip Libicki. Czy MSRdsON ma z nimi jakiś kontakt?

- Pan Libicki nie skontaktował się z nami ani razu.

- A w Radzie Eksperckiej, powołanej przez posła Libickiego, która ma wskazywać na problemy osób niepełnosprawnych w Poznaniu, jest ktoś z MSRdsON? Macie państwo kontakt z tym ciałem?

- Nie zostaliśmy tam zaproszeni, wiem tylko, że istnieje coś takiego. Jest jeszcze problem, który mam takie wrażenie, w naszej radzie udało się rozwiązać: wznieść się poza poziom problemów swojej organizacji, poza „swoją” niepełnosprawność. To jest jakoś tam naturalne, że wchodząc w jakieś struktury każdy myśli wpierw o korzyściach swojego stowarzyszenia, ale trzeba się od tego uwolnić. Nasza Rada została wybrana przez środowisko i myślę, że nam się udaje wznieść poza swoje partykularne interesy. Ja nigdy nie myślałam o barierach architektonicznych, nie miałam wcześniej z nimi nic do czynienia, bo nie zajmowałam się ani wózkowiczami, ani słabowidzącymi. Nie będę jednak walczyć o „moich” upośledzonych umysłowo, choć to nimi zajmuje się moje stowarzyszenie, bo bariery architektoniczne są na tę chwilę ważniejsze.

- Jakie plany na najbliższy czas?

- Chcemy teraz skoncentrować się na współpracy z MOPR-em, bo dostawaliśmy wiele skarg na tę instytucję.

- Czego dotyczyły te skargi?

- Przede wszystkim złego traktowania petentów przez urzędników. Problem dotyczył głównej siedziby MOPR na ul. Cześnikowskiej, bo tam najczęściej przychodzą niepełnosprawni by np. załatwić sprawy związane z likwidacją barier. Skarżono się, że niechętnie udziela się informacji, trzeba się o wszystko dopytywać, wszystkiego pilnować. Ludzie, dla których przyjazd tam był często trudny, musieli cofać się po jakieś dokumenty, załatwiać jakieś papierki. To już się częściowo zmieniło, pracują tam częściowo już inne osoby, pokoje są też bardziej dostępne dla niepełnosprawnych. Mam przy okazji taką dygresję, że coraz bardziej spowolniane jest działanie służb miejskich. Decyzje muszą przejść przez tyle różnych komisji, jednostek, które potrzebują tyle zatwierdzeń i ekspertyz, że np. pieniądze potrzebne na ten rok, dostępne będą w marcu albo kwietniu. Obieg dokumentów jest bardzo rachityczny, my rozumiemy, że swoją opinię musi wydać wiele osób, ale czy to musi trwać miesiącami? Tego nie potrafię zrozumieć.

- Dziękuję za rozmowę.

 

Z Haliną Grzymisławską – Słowińską rozmawiał Łukasz Cholewicki.

 

0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz