Ubezwłasnowolnienie nie musi być złem

pionadmin, 11 styczeń, 2006 - 12:29
Renata Pudełko
-To właśnie ubezwłasnowolnienie może chronić osobę niepełnosprawną przed wykorzystaniem – pisze Renata Pudełko, dyrektor Poznańskiego Ośrodka Integracji Osób Niepełnosprawnych, w polemicznym tekście dotyczącym ubezwłasnowolnienia.



Do ponownego poruszenia tematu ubezwłasnowolnienia skłonił mnie wywiad z panią Honoratą Wójcicką, który ukazał się na pionie 16 grudnia 2005. Dlaczego w ogóle uważam, że trzeba o tym pisać? Ponieważ problem istnieje i wiele rodzin w różny sposób próbuje się z nim uporać. Ponieważ sama znam wiele osób z niepełnosprawnością intelektualną i chciałabym, żeby im i ich rodzinom udało się jak najlepiej zaplanować przyszłość. To znaczy znaleźć dobrą i „pewną” opiekę dla upośledzonej osoby. I dlatego jeszcze, że temat jest zawiły i mało znany, obrośnięty domysłami i zasłyszanymi informacjami. I musi być poruszany, bo musi być znany (a nie jest) wszystkim osobom, które zajmują się pomocą dorosłym czy dorastającym ludziom z niepełnosprawnością (a więc na przykład kadrze wtz-ów) – ponieważ ten problem realnie dotyczy życia ich podopiecznych i ktoś musi umieć pomóc rodzinom się z nim zmierzyć.

Zacznę cytatem z wywiadu, z którym chcę polemizować: „Osoba ubezwłasnowolniona staje się przedmiotem i jest uzależniona od tych, co nieraz tylko w cudzysłowiu sprawują nad nią „opiekę”, bo najczęściej chodzi o możliwość wykorzystania”.

Pani Wójcicka zakłada, że możliwość wykorzystania osoby upośledzonej powstaje z chwilą jej ubezwłasnowolnienia. Tak nie jest. Osobą niepełnosprawną intelektualnie można manipulować i wykorzystać ją w każdej chwili. Czasem wystarczy być miłym i okazywać życzliwość, by zdobyć zaufanie upośledzonego człowieka. Czasem wystarczy mu wydać polecenie, by zrobił to, co chcemy. I Pani Prezes dobrze to wie, bo w innym miejscu wywiadu dopuszcza możliwość manipulowania upośledzoną chorą osobą, tak by wyraziła zgodę na leczenie. Najpierw „wiele zależy od podejścia lekarza”, potem „w razie odmowy powinna wkroczyć rodzina”, bo jej „łatwiej będzie przekonać o konieczności zabiegu”. Jeżeli i to nie pomoże nakłonić pacjenta do właściwej - naszym zdaniem – decyzji, „wtedy jest psycholog – psycholodzy potrafią rozmawiać z upośledzonymi”. Według mnie jest to opis procesu manipulowania osobą niepełnosprawną intelektualnie, po to, żeby uzyskać od niej określoną zgodę. Oczywiście „dla dobra” tej osoby. Jeżeli chcielibyśmy ją odwieść od operacji, zrobilibyśmy to tak samo skutecznie.

A przecież może ta osoba po prostu nie chce operacji i ma swoje powody. Może ma taki światopogląd. Może życie i zdrowie nie są dla niej wartością nadrzędną. Może chce się leczyć w inny sposób. Może chce umrzeć… Tego nie wiemy i prawdopodobnie nie będziemy się mogli dowiedzieć. Więc może zamiast stwarzania pozorów przekonywania, lepiej i czyściej byłoby dać - formalnie i faktycznie - możliwość decydowania o ważnych sprawach opiekunowi prawnemu. Czyli – niestety – wcześniej ubezwłasnowolnić.

W innym miejscu Pani Honorata Wójcicka mówi: „Kiedy im się wytłumaczy, że mają zostać ubezwłasnowolnieni, są temu przeciwni”. Ja - niestety - myślę, że dużo zależy od sposobu tłumaczenia. Sądzę, że wiele z tych osób z łatwością można by przekonać do zgody na posiadanie opiekuna (co jest jednoznaczne z ubezwłasnowolnieniem). Podobnie, nie sądzę, że „gdyby nie było ubezwłasnowolnienia, osoba niepełnosprawna mogłaby sama wybrać do pomocy kogoś, do kogo miałaby zaufanie”. Wszyscy znają przypadki osób nawet z lekką niepełnosprawnością intelektualną, które zostały oszukane, zwyczajnie naciągnięte przez osoby, które same wybrały, do których miały zaufanie, bo wydawały się życzliwe, atrakcyjne, bo np. były odmiennej płci.

Nie tylko sprzeciwiam się uogólniającemu twierdzeniu, że ubezwłasnowolnienie stwarza możliwość wykorzystania, ale sądzę wręcz, że ubezwłasnowolnienie i opieka prawna mogą chronić osobę niepełnosprawną przed wykorzystaniem. Nawiążę do jednego z przypadków opisanych w wywiadzie. Matka niepełnosprawnej dziewczyny umiera w szpitalu. Wcześniej powierza córkę pod opiekę zaufanemu stowarzyszeniu. Po roku zjawia się przyrodnia siostra, która ubezwłasnowalnia dziewczynę, by dysponować jej mieszkaniem i rentą. Zabiera ją też z hostelu, bo musi przecież stwarzać pozory opieki. Ale według mnie ta sytuacja nie jest przykładem tego, ile zła może przynieść ubezwłasnowolnienie, tylko ile zła może wyrządzić brak ubezwłasnowolnienia. Gdyby matka zawczasu ubezwłasnowolniła córkę i wskazała (a można to uczynić) propozycję następnego opiekuna prawnego na wypadek swojej śmierci – i byłby to np. dobry opiekun ze stowarzyszenia, ta kobieta mogłaby do dziś – szczęśliwa, pod dobrą opieką, wśród życzliwych ludzi mieszkać w hostelu.

Problem ubezwłasnowolnienia kojarzy mi się z problemem domów pomocy społecznej. Domy pomocy społecznej to nadal jedna z podstawowych możliwości zamieszkania osób upośledzonych po śmierci rodziców. Ale myślenie o oddaniu dziecka do dps-u jest bardzo trudne. Jako miejsce – dom pomocy społecznej – też nie kojarzy się najlepiej. Dlatego najczęściej się o tym nie myśli, nie mówi, nic się w tym kierunku nie robi. Ale gdy rodzice umrą i tak w końcu dziecko gdzieś trafi. Tylko, że rodzice już nie będą mieli na to wpływu. Dziecko nieprzygotowane przeżyje szok. A znam rodzinę, w której rodzice już od dłuższego czasu odwiedzają z synem różne dps-y, zastanawiają się, który będzie odpowiedni, rozmawiają z personelem, przygotowują się do tego. Ten syn będzie wiedział gdzie trafi i co go czeka. Rodzice będą spokojni. Podobnie jest z ubezwłasnowolnieniem i formalną opieką dla dziecka. Odsuwanie od siebie tematu, bo to coś trudnego czy złego, nie zmieni faktu, że ktoś będzie się w przyszłości człowiekiem niepełnosprawnym opiekował. Jeżeli rodzice się tym zajmą zawczasu, mogą mieć większy wpływ na to, kim ta osoba będzie.

Jest jeszcze inna szkoda, jaką wyrządza się unikaniem tematu lub zamykaniem go stwierdzeniami typu „nie róbcie tego, bo to jest złe”. Im mniejsza wiedza samych zainteresowanych, czyli rodzin albo osób im pomagających, tym większa możliwość nadużyć ze strony urzędników, czy nieprawidłowości w sądach.

Z mojego doświadczenia najlepszym sposobem edukowania urzędników jest wiedza i świadomość samych petentów. Weźmy dwie przykładowe sytuacje. Pierwsza - pracownicy ZUSu nie mają prawa żądać ubezwłasnowolnienia, bo są inne rozwiązania przy przekazywaniu renty. Druga - w czasie postępowania o ubezwłasnowolnienie sąd może powołać doradcę tymczasowego dla ochrony samej osoby, która ma być ubezwłasnowolniona. O takich rzeczach po prostu warto wiedzieć.

Nie wszystkie osoby niepełnosprawne intelektualnie potrzebują ubezwłasnowolnienia. Niektóre dobrze wiedzą, czego chcą i im rzeczywiście wystarczy pomoc do prowadzenia niektórych spraw w formie pełnomocnictwa czy nadzoru kuratora w ubezwłasnowolnieniu częściowym. Ale dla wielu z nich właśnie ubezwłasnowolnienie jest skutecznym, zgodnym z prawem i przejrzystym etycznie sposobem zapewnienia opieki prawnej na przyszłość. Sporządzanie fikcyjnych pełnomocnictw przez osoby, które nie potrafią wyrazić swojej woli, nie jest dobre dla tych osób i wprowadza niepotrzebny zamęt do całej sprawy.

Ubezwłasnowolnienie to nie jest uprzedmiotowienie człowieka. Ubezwłasnowolnienie to formalne stwierdzenie, że dany człowiek nie jest w stanie decydować o wielu rzeczach sam (bo wielu rzeczy nie rozumie, łatwo go wykorzystać, musi mieć opiekę) i dlatego musi go ktoś reprezentować. My interpretujemy ubezwłasnowolnienie jako zabranie praw. Ale w przypadku osób niepełnosprawnych intelektualnie to jest po prostu przekazanie tych praw (z których osoba upośledzona i tak by nie umiała czy nie mogła skorzystać) innej osobie – jej opiekunowi.

Myślę, że tym, co nie pozwala nam racjonalnie rozmawiać o całej sprawie jest samo słowo „ubezwłasnowolnienie”. Nie zawsze jest ono konieczne. Na przykład: każdy zwykły rodzic jest opiekunem prawnym swoich dzieci a przecież o dzieciach nie mówi się, że są ubezwłasnowolnione, choć w sensie prawnym do 13 roku życia nie posiadają żadnych praw, a potem tylko częściowe.

Może więc gdyby udało się w praktyce z tego nieciekawego słowa zrezygnować… W polskim prawie najpierw musi nastąpić ubezwłasnowolnienie danej osoby, żeby można było w oddzielnym procesie ustanowić opiekuna prawnego. W jakimś sensie procedura ubezwłasnowolnienia jest wstępnym etapem ustanawiania opieki. Choć prowadzone przez różne sądy, te dwie procedury są ze sobą połączone. Nie można przyznać opiekuna komuś, kto nie został wcześniej ubezwłasnowolniony. Z kolei po ubezwłasnowolnieniu zawsze z urzędu wszczynane jest postępowanie o opiekę prawną. Więc może gdyby udało się połączyć obie procedury – zrezygnować ze słowa „ubezwłasnowolnienie” i nazwać całość „ustanawianiem opieki prawnej” – może wtedy byłoby łatwiej zrozumieć, rozmawiać i działać racjonalnie i sensownie. Nie znam się na zmienianiu prawa - być może jest to nierealne. Ja jednak już teraz staram się tak myśleć – nie jako o „odbieraniu własnej woli” a raczej jako o „przyznawaniu własnej opieki” człowiekowi niepełnosprawnemu intelektualnie, który rozpoczyna pełnoletnie życie.


0 komentarzy

Dodaj nowy komentarz